Rozwiązanie oparte na zasadzie “klucze za dług” jest już z powodzeniem stosowane w Stanach Zjednoczonych. Jego założenia są proste: jeśli kredytobiorca nie będzie w stanie spłacać rat, wystarczy, że odda mieszkanie, a jego kredyt zostanie spłacony. Obecnie nawet jeśli bank przejmie lokal będący zabezpieczeniem pożyczki, klient i tak powinien oddać pieniądze.

 

Nie jest to jedyna zmiana jaką planuje wprowadzić KNF w najbliższym czasie. Również wzorem popularnego na Zachodzie rozwiązania polegającego na upowszechnieniu kredytów o stałej stopie. Dziś oprocentowanie zmienia się wraz ze zmianami rynkowych stóp WIBOR.

 

W przyszłości banki miałyby obowiązek oferowania takich pożyczek, w których oprocentowanie byłoby stałe przez cały okres spłaty. Albo przynajmniej przez kilka lat. Jednak eksperci są sceptycznie wobec szumnych zapowiedzi KNF.

 

Wskazują banalny powód: kredyty o stałej stopie i „klucze za dług” będą droższe niż te, które już dobrze znamy. Można to zaobserwować na przykładzie dwóch instytucji, które mają już w ofercie stałą stopę. W Banku Zachodnim WBK różnica w oprocentowaniu między kredytem o zmiennej stopie i takim, gdzie przez pierwszych pięć lat wysokość odsetek się nie zmieni, wynosi 1,16 pkt proc. Przy 25-letnim kredycie na każde pożyczone 100 tys. zł różnica w wysokości miesięcznej raty to 65 zł, czyli ponad 10 proc.

 

W ING Banku Śląskim w najtańszej wersji kredytu to ponad 24 zł co miesiąc. Wyższa rata wiąże się z koniecznością zabezpieczenia przez bank ryzyka stopy procentowej. Natomiast klienci wybierają zwykle te produkty, które są tańsze.

 

„Banki powinny posiadać wśród kredytów zabezpieczonych hipotecznie na nieruchomościach mieszkalnych również takie rodzaje kredytów” – informuje KNF.